Darwin's Cat
EVA w Donau115 Berlin

EVA w Donau115 Berlin

Przeprowadziliśmy kolejną EVA w kierunku ludzkiego sektora.

Miejsce lądowania: Donau115 Berlin, Ziemia, Układ Słoneczny. Atmosfera była gęsta, tlen był obecny, a lokalny poziom wibracji przekraczał średnią. W środku znaleźliśmy mnóstwo dziwnych humanoidów: jedni trzymali w rękach drewniane rezonatory, inni siedzieli z wyrazem głębokiej wewnętrznej przestrzeni, a jeszcze inni wlewali w siebie paliwo rakietowe i wyglądali przy tym całkiem pewnie.

Na początku uznaliśmy, że tubylcy podzielili się na dwie stabilne grupy. Mniejsza co jakiś czas podchodziła do mikrofonu i zaczynała hałasować w uporządkowany sposób. Większa słuchała, kiwała głowami, klaskała i podtrzymywała metabolizm płynnym paliwem o nieznanej liczbie oktanowej.

Potem hipoteza się rozpadła. Grupy mieszały się ze sobą. Ci, którzy przed chwilą słuchali, nagle pojawiali się przy mikrofonie. Ci, którzy przed chwilą wydobywali dźwięki, wracali do strefy paliwa. Klasyczny układ nieliniowy ze zmienną rolą obserwatora. Ludzie nazywają to open mic.

Dźwięki wydobywali na różne sposoby. Smyczkami pocierali kontrabasy i skrzypce. Palcami szarpali gitary. Ustami dmuchali w jakieś rury, najwyraźniej licząc na bezpośrednie negocjacje z atmosferą. Czasem brzmiało to jak muzyka. Czasem jak rozmowa ze starym satelitą, który dawno zgubił instrukcję, ale nadal odpowiada.

Jeden miejscowy humanoid czytał coś ze swojej książki. Inny oznajmił, że przybył z Washington, DC, najwyraźniej z sąsiedniego systemu, i że śpiewa bluesa. Zapisaliśmy to bez komentarza: na tej planecie wszystko jest możliwe.

W pewnym momencie uznaliśmy, że pasywna obserwacja ludzkich rytuałów dostarczyła już wystarczająco dużo danych. EVA stała się aktywna. Podłączyliśmy nadajniki i opowiedzieliśmy tubylcom kilka historii z galaktycznej historii cywilizacji kotów: o Ziemi sprzed obecnej wersji ludzi, o tych, którym udało się wyjść z kołyski, i o tym, że deep space to nie pustka, lecz całkiem normalne środowisko dla tych, którzy nie boją się otworzyć włazu.

Tubylcy słuchali. Potem klaskali. Potem nawet podśpiewywali. U części osobników pojawił się lekki szok kulturowy: rozszerzone oczy, błąd standardowej mimiki, gorączkowe próby złożenia obrazu świata na nowo. Procedury odzyskiwania uruchomiono na miejscu, z użyciem tego samego paliwa rakietowego.

Kontakt uznano za udany. Ludzie są dziwni, ale dźwięk wydobywają uczciwie. Donau115 nadaje się do dalszych obserwacji.

Wracamy na pokład. Do następnej EVA.